Strona główna > Czytelnia > Znaczenie modlitwy w życiu chrześcijanina

Znaczenie modlitwy w życiu chrześcijanina

Beata Żądło

Jezus nieustannie modlił się do Ojca. Wykorzystywał każdą możliwą chwilę, aby zwracać się do Ojca. Wydaje się nam to naturalne, ponieważ był Jego Synem i zależało mu, żeby jak najczęściej z Nim rozmawiać. Ale my też, dzięki śmierci na krzyżu i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa zostaliśmy usynowieni i tak samo jak Jezus, możemy się przez Niego zwracać do naszego Ojca, który jest w niebie. Jest to ogromny dar dla każdego z nas. Czy zawsze chcemy z tego przywileju skorzystać? Czy rozumiemy, jakie jest znaczenie tego aktu w świecie duchowym? Czy uważamy, że warto zmuszać nasze ciało do modlitwy, czy warto jest walczyć o regularną modlitwę w naszym życiu?

Popatrzmy na sportowca, który przygotowuje się do olimpiady i ma olbrzymią szansę aby, w tej olimpiadzie zdobyć złoty medal. On nie marnuje ani jednej chwili na próżne siedzenie w domu, czy też zajmowanie się rzeczami, które nie przywiodą go do tego sukcesu. Hartuje swoje ciało, ćwiczy je tak, aby było one odporne na ból, na wycieńczenie. Również walczy ze swoimi słabościami, które na pewno go dopadają tak jak każdego z nas - ze zmęczeniem, z depresją, ze wszystkim tym, co odgradza go od upragnionego celu. Robi to, dlatego że zna cel. Wie, że ma ogromną szansę na to, aby zdobyć medal, być mistrzem.

Chrześcijanin to też sportowiec. My też mamy ogromną szansę na to, aby odziedziczyć wieniec chwały, o którym mówi Paweł w jednym ze swoich listów. My też biegniemy w zawodach, my też możemy zdobyć ten medal. Czy hartujemy swoje ciało tzn. czy nasza codzienna modlitwa, jeden z aspektów hartowania naszego ciała, jest obecna w naszym życiu.

Czy wykorzystuję każdą sposobność ku temu, aby zwracać się do mojego Ojca? A jeżeli przychodzą posuchy, słabości, zniechęcenie, czy, widząc cel, jaki jest przede mną, wieniec chwały, jakim jest poznanie Boga i przyjaźń z Nim, czy jestem w stanie z tymi zniechęceniami walczyć, czy też odpuszczam sobie, rezygnuję na rzecz swoich własnych przyjemności?

Musimy mieć świadomość, że rezygnując z codziennej, regularnej modlitwy przegrywamy bitwę. Rezygnujemy z modlitwy, bo na przykład mamy za mało czasu, za dużo pracujemy albo nam się wydaje, że nie mamy Bogu nic do powiedzenia Wolimy pooglądać telewizję albo właśnie w tym czasie zachciało nam się posprzątać mieszkanie lub wypucować nasz samochód. W ten sposób poddajemy się. Nasza modlitwa to walka naszego krnąbrnego opornego ciała z duchem. Myślę, że każdy z nas powinien zdać sobie z tego sprawę, że od naszej modlitwy zależy nasze duchowe życie. Tyle jesteś wart w świecie duchowym ile jest warta Twoja modlitwa. Jeżeli istoty duchowe na nas patrzą to właśnie po tym nas oceniają, rozpoznają. Jeżeli jesteśmy chorzy, czujemy się źle mamy gorączkę to czy czekamy aż samo przejdzie,  myślimy :"to chyba nic poważnego jakoś z tego wyjdę", czy też od razu idziemy do lekarza, zażywamy lekarstwa, które nam zapisze? A co się dzieje, jeżeli nasza choroba zagraża naszemu życiu, kiedy grozi nam śmierć, czy ze zdwojonym wysiłkiem nie szukamy wtedy pomocy lekarzy, znanych specjalistów, żeby upewnić się że pomoc zostanie nam udzielona właściwie, na odpowiednim poziomie. Brak regularnej modlitwy to jest chorobą naszego ducha zagrażającą naszemu życiu.

 Jak zachowujesz się wobec ciała, kiedy jest chore a jak wobec ducha, kiedy brakuje mu modlitwy? Czy łatwo ci przychodzi powiedzieć: "dzisiaj się nie pomodliłem, to może jutro się pomodlę, jak jutro się nie uda to może pojutrze"?

W ten sposób odkładając modlitwę doprowadzamy do śmierci naszego duchowego człowieka i potem nazywając się chrześcijaninem niewiele z chrześcijaństwem mamy wspólnego, ponieważ nie znamy naszego Pana, na tyle żeby Go rozpoznać wśród wielu głosów, które są w naszym sercu. Musimy zawsze pamiętać o tym, że szatanowi bardzo zależy na tym, aby nasza modlitwa była chora, on dobrze zna wartość i znaczenie modlitwy w świecie duchowym. Ile razy opuszczamy modlitwę tyle razy przegrywamy z nim bitwę.

Jak długo chcesz przegrywać? Jak długo chcesz, aby diabeł zwyciężał w twoim życiu?

Diabeł, aby zwyciężać ma cały arsenał broni. Są to tak zwane przeszkody na modlitwie. W  Księdze Izajasza, rozdz.43, w. 32, czytamy: "lecz Ty mnie nie wzywałeś Jakubie, bo się mną znudziłeś". Znudzenie Panem Bogiem, znudzenie Jezusem, modlitwą jako monotonną czynnością, która w moim życiu do niczego nie prowadzi jest bardzo groźną bronią szatana. Wtedy nasze obolałe ciało, nasze odrętwiałe myśli i uczucia odwracają nas od oblicza Boga. Z kolei inną bronią są czułostkowe uczucia na modlitwie, kiedy zwracamy głównie uwagę na to jak przeżywamy modlitwę. Zachowujemy się wtedy jak labilne dzieci, które jak im jest dobrze w tym momencie to się śmieją i równocześnie zaraz mogą płakać, bo przeżywają jakąś przykrość. Przechodzą z jednych uczuć w drugie i tylko na nich się opierają oceniając to, czy  modlitwa była udana czy nie. Jest to fałszywe myślenie. Poddawanie się działaniu myśli diabelskiej. Inną przeszkodą jest płytkość i powierzchowność modlitwy. Z jakichś powodów nie chce nam się wgłębić w temat, zastanowić się nad nim, czytamy Słowo, czytamy i odkładamy. Tak jakbyśmy się przeglądali w lustrze i od tego lustra potem odchodzili, niezależnie od tego, co w nim dostrzegliśmy. Taka płytkość, nie doprowadza do głębszych zmian w naszym życiu i stajemy się coraz bardziej jałowi. Kolejną przeszkodą jest roztargnienie i wewnętrzny chaos. Kiedy nasza wyobraźnia nie jest skupiona na Bogu. Przez nasze głowy przetaczają się różne obrazy, myśli, wspomnienia czasami niepokoje, czasami radości i sami nie wiemy czy się modlimy czy przeżywamy coś z ostatniego okresu naszego życia. Również wewnętrzne dyskusje, kiedy wydaje nam się, że rozmawiamy z Bogiem a tak naprawdę rozmawiamy z samym sobą, sami sobie coś udowadniamy lub tłumaczymy. Przeszkodą są również skostniałe sposoby modlenia się, kiedy nie jesteśmy w stanie wyjść poza nie. One same nie są złe, ale jeżeli trwamy w niech nie pozwalając Duchowi Świętemu przemawiać do nas w inny sposób, wpadamy w rutynę, która prowadzi nas do religijności. Ta z kolei nie ma nic wspólnego z żywym chrześcijaństwem.

Sam Chrystus w Ewangeliach pokazał nam dwie przeszkody. O jednej z nich czytamy w ewangelii św. Mateusza w 6 rozdz., w. 5: "gdy się modlicie nie bądźcie jak obłudnicy (...) żeby się ludziom pokazać". Taka modlitwa jest z góry skreślona, nie przyniesie żadnego dobrego owocu, nie zostanie wysłuchana, ponieważ jest to modlitwa grzechu. Stając do takiej modlitwy grzeszymy. Zachowujemy się jak obłudnicy, grzeszymy pychą, obłudą. W ewangelii św. Marka w 11 rozdz., w.25: czytamy: "a kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie jeśli co macie przeciw komu, aby także Ojciec wasz który jest w niebie wybaczył wam wykroczenia wasze". Wyraźnie Jezus wskazuje na potrzebę czystego serca, a szczególnie na potrzebę przebaczenia: "Jeżeli masz coś przeciw komuś a chcesz się do Boga zwrócić to najpierw idź pojednaj się z tą osobą a potem przyjdź do Niego, bo na nic będzie Twoja modlitwa jeżeli tego nie zrobisz". Ponieważ nasze wybaczenie warunkuje wybaczenie naszych grzechów przez Boga i wysłuchanie modlitwy..

Zadajmy sobie proste pytanie: Kiedy powinniśmy się modlić? Kiedy powinniśmy toczyć ten bój? Jezus nam mówił, w ewangelii św. Łukasza, w 18 rozdz., w.1: "zawsze powinniśmy się modlić i nie ustawać". Paweł rozwija tą myśl w Liście do Efezjan, w 6 rozdz., w. 18: "wśród wszelkiej modlitwy i błagania przy każdej sposobności módlcie się w Duchu". Te wersety wyraźnie nam mówią, że nasza modlitwa powinna być nieustanna. Co to znaczy nieustannie się modlić? Jezus mówi nam, że powinniśmy być nieustannie nastawieni na słuchanie Boga. Modlitwa jest rozmową z Bogiem a przede wszystkim słuchaniem Jego głosu. Kiedy Jezus mówi "nieustannie się módlcie", to mówi też "nieustannie mnie słuchajcie, wyczulajcie swój słuch, aby Mnie usłyszeć, w każdej sytuacji życia, w każdym momencie dnia a nawet nocy. Modlitwa to stała świadomość Boga i gotowość na Jego Słowa.

Gdzie powinniśmy się modlić? Widzimy w postawie Jezusa, że On, gdy chciał rozmawiać ze Swoim Ojcem odchodził, oddalał się od tłumu, od swoich uczniów, szedł na górę, w miejsce pustynne, w odosobnienie. W ewangelii św. Mateusza, rozdz. 14, w. 23,  czytamy: "wyszedł sam jeden na górę aby się modlić". Modlitwy w odosobnieniu są szczególnym czasem w naszym życiu, kiedy jesteśmy sam na sam z Bogiem. Dlatego szczególnie powinniśmy o ten czas zabiegać. Znaleźć nasze "miejsce pustynne", w którym nic nie będzie nas rozpraszać, odwracać naszej uwagi od Boga. Niech to będzie nasz namiot spotkania z Panem, czas, w którym będziemy wyłącznie z Nim, w którym nasza uwaga będzie należała wyłącznie do Boga. Każdy z nas powinien znaleźć sobie takie miejsce i taki czas, aby każdego dnia spotkać się z Panem.

Modlitwa to słuchanie Pana Boga i ten czas w namiocie spotkania powinien być przede wszystkim czasem słuchania Boga. Pamiętam czas, kiedy opiekowałam się pewną starszą panią. Moim zadaniem było robić jej zakupy, pomagać w codziennych domowych obowiązkach takich jak pranie, sprzątanie. Ale ona nie pozwalała mi tego robić. Wolała ze mną rozmawiać. Tak, więc przychodziłam do niej, siadałyśmy sobie przy stole, piłyśmy herbatę i rozmawiałyśmy. Ja słuchałam jej, ona słuchała mnie i to był wspaniały czas, kiedy mogłyśmy nawiązać ze sobą bardzo bliską relację. Gdybym wpadała do tego mieszkania, robiła to, co było moim zadaniem i wychodziła, to pewnie ta pani pozostałaby dla mnie obcą osobą. Tymczasem zaprzyjaźniłyśmy się bardzo i żyłyśmy nawzajem swoimi sprawami, problemami. Tak samo jest z Panem Bogiem, jeżeli będziemy wpadać do namiotu spotkania, robić, co trzeba i wychodzić to zawsze będziemy wobec siebie obcy. Mimo że może będziemy się szczycić regularną modlitwą to jednak będzie ona dla nas spotkaniem z jakąś obcą osobą. Jeżeli będziemy słuchać, poznawać Jezusa to będzie On stawał się on dla nas coraz bliższy.

Jak powinniśmy się modlić?  W Liście św. Pawła do Rzymian w rozdz. 12, w. 12, czytamy: "w modlitwie bądźcie wytrwali", w Liście do Kolosan Paweł mówi: "trwajcie w modlitwie, czuwając na niej wśród dziękczynienia", Jakub powiada: "modlitwa pełna wiary i wytrwała", z kolei w Dziejach Apostolskich czytamy że apostołowie śpiewali hymny, będąc uwięzieni. Jaka zatem powinna być nasza modlitwa? Te fragmenty pokazują nam że powinna być wytrwała, nieustająca, z ufnością i przede wszystkim z dziękczynieniem. Bardzo dobrze jest kiedy potrafimy Bogu za wszystko dziękować.

Modlimy się duszą, duchem i ciałem. Cała nasza osoba, nasze jestestwo się modli, nie możemy tego rozgraniczyć. Gdybyśmy chcieli podzielić naszą modlitwę moglibyśmy powiedzieć, że modlitwa duszą to nasze emocje, które zresztą szatan tak zręcznie wykorzystuje, to nasze przeżycia, doznania skruchy, żalu, radości, uniesienia, wdzięczności. To wspaniałe rzeczy, które towarzyszą naszej modlitwie ale na których nie możemy się oprzeć.

Modlitwa ciałem to przede wszystkim post. Ale też sam post, bez rozmowy z Panem Bogiem, nie jest pełną modlitwa. Również modlitwa ciałem to postawa w czasie modlitwy, to czy klęczysz, to czy stoisz, czy składasz ręce do modlitwy, czy wykonujesz znak krzyża. Ta postawa to znak twojego szacunku dla Pana, to bardzo ważne czy rozmawiając z nim leżysz do góry brzuchem i traktujesz go jakby był twoim kolegą czy też przyjmujesz postawę godną rozmowy ze swoim Panem.

Modlimy się również duchem. Jest to na pewno modlitwa na językach, kiedy duch w nas się modli ale nie tylko. Modlitwa duchem daje wgląd w świat duchowy, jest wydarzeniem w świecie duchowym, tego bardzo boi się diabeł, dlatego robi wszystko, wykorzystując różne metody aby nie dopuścić do tego kontaktu z Bogiem. Modlitwa duchem pozwala usłyszeć Pana Boga, usłyszeć głos Jezusa w naszym sercu. Kiedy Pan Bóg nam tłumaczy pewne prawa, które ustalił w świecie duchowym, tłumaczy wydarzenia, które się dzieją w naszym życiu, pokazuje sens tych wydarzeń, kiedy pokazuje nam nasz grzech, dotyka naszego serca, mówi nam co mamy zrobić w jakiejś sytuacji, jaki mamy wybór, która droga jest lepsza z dwóch dobrych dróg, wtedy właśnie następuje ta bezpośrednia więź z naszym Panem. To dlatego św. Paweł napisał "wśród wszelkiej modlitwy i błagania , przy każdej sposobności, módlcie się Duchem", aby poznawać wolę Bożą, aby poznawać prawdy Boże, aby Bóg mógł nam pokazać co jest Jego wolą wobec nas.

 Skoro szatanowi tak bardzo zależy żeby odwieść nas od regularnej modlitwy, musimy wiedzieć czym jest dla nas ta modlitwa, o co tak naprawdę walczymy z szatanem. Owoców regularnej, wytrwałej modlitwy jest niezmiernie dużo ale modlitwa to przede wszystkim doświadczenie Bożej obecności, Bożej miłości i Bożej mocy. Czasem tę Bożą miłość  możemy nawet fizycznie odczuć, czasem tylko rozumiemy i wiemy że Bóg nas kocha, a czasem nic nie rozumiemy i nie czujemy tylko wierzymy, ale zawsze w czasie szczerej modlitwy Bóg pochyla się nad nami i obdarza nas swoją miłością, mocą i obecnością. Modląc się dotykamy łaski naszego Pana.

Modlitwa tworzy wokół nas niewidzialny duchowy mur obronny przed szatanem. Im częściej spotykasz Pana tym ten mur grubszy, mocniejszy. Mężowie modlitwy to mężowie niezłomnej wiary. Kiedy modlimy się za siebie nawzajem we wspólnocie, w grupce, tworzymy taki mur nie tylko wokół nas ale wokół naszych bliskich, którzy razem z nami są w Chrystusie. Ten mur daje wewnętrzne bezpieczeństwo w Chrystusie nam i całej wspólnocie.

Modlitwa daje również moc odwracania się od grzechu, od bożków, od złych przyzwyczajeń. W ewangelii św. Mateusza w rozdz. 26, w. 41, czytamy: "czuwajcie i módlcie się abyście nie ulegli pokusie". Nasza modlitwa ma być czujna. Każda szczera modlitwa przemienia nasze serca, każde spotkanie z Panem przemienia. Może to być zauważalna zmiana, krok milowy w naszym życiu, ale mogą to też być zmiany niezauważalne, drobne, jak ziarenka piasku ale i te ziarenka, jeżeli jest ich dużo mogą zasypać rów, przeszkodę, która nas oddziela od Boga. Każda modlitwa przemienia nas ucząc posłuszeństwa wobec słowa Bożego, pokory wobec Jego woli, daje nam łaskę i siłę potrzebną do wypełniania tej woli. Jak sami wiemy wypełnianie woli Bożej jest najtrudniejszym krokiem w naszym chrześcijańskim życiu.

W czasie modlitwy zostajemy napełnieni Duchem Świętym, czas modlitwy to czas napełniania naczyń naszych serc Duchem Bożym. Wtedy zaczynamy pełniej rozumieć co Bóg do nas mówi, bo tylko w Duchu Świętym rozumiemy co Bóg do nas mówi i możemy uważnie słuchać jego głosu.

 Najistotniejsze w modlitwie jest spotkanie z Panem, usłyszenie tego co on do nas mówi, zrozumienie tego co on do nas mówi a następnie wypełnienie jego słów.

W modlitwie służymy kiedy modlimy się o uzdrowienie, o wypędzenie demonów w imieniu naszego Pana, kiedy prorokujemy. Jeżeli chcemy służyć darami, które złożył w nas Duch Święty, bądź też umiejętnościami, które mamy dane przez Boga, jeżeli chcemy służyć skutecznie zacznijmy się modlić  wytrwale, jest to warunek bez którego nasza służba będzie pusta, nie będzie skuteczna.

Często regularna modlitwa, spotkanie z Panem Bogiem uczy nas pewności w podejmowaniu decyzji, uczy nas rozeznawać wolę Bożą, oceniać co jest dobre a co złe w świecie, co jest dobre a co złe dla mnie, uczy również patrzenia z Bożą perspektywą na to co nas spotyka. Jeżeli chcemy rozsądzać, rozeznawać zacznijmy się modlić, bez tego nie ma mowy abyśmy mogli rozeznać co jest wolą Pana.

Na modlitwie czytając słowo poznajemy Pana, każdy z nas doznaje objawienia, Bóg objawia się nam każdemu z nas osobno, objawia to jaki jest. Tą miarą jaką się nam objawi, tą miarą żyjemy, to decyduje o naszym życiu. W ewangelii św. Mateusza w 16 rozdz., w. 13-17, Jezus pyta się swoich uczniów: "kim jestem?", a oni odpowiadają: "jesteś prorokiem", "nauczycielem". Tylko Piotr odpowiada: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży", wtedy Jezus mówi, że zostało mu to objawione z góry, że on sam do tego nie doszedł. Jeżeli chcemy żyć w pełni objawieniem Bożym, jeżeli chcemy żeby On nam objawił, kim jest musimy zacząć się modlić.

Prawdziwa modlitwa to ta, na której spotykamy się z Bogiem i im częstszy mamy kontakt ze swoim Mistrzem tym lepiej Go poznajemy. A my zmieniamy się na jego obraz i jego podobieństwo. Człowiek modlitwy wszystko potrafi odnieść do swojego Boga, nie myśli, co ja bym zrobił, ale co Jezus zrobiłby na moim miejscu.

My ze swej strony musimy spełnić pewne warunki, aby dotrzeć przed tron Boga i spotkać się z Nim. Są to: nasza postawa i nasza gotowość. W ewangelii Marka rozdz. 11, w. 25 czytamy: "A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia." Ta postawa to przebaczenie. Jeżeli przebaczyłeś, jeżeli nie masz żadnej zadry wobec z innych osób to zrób przed Panem rachunek sumienia, bądź przed Nim czysty, aby Krew Jezusa mogła cię obmyć. Zależność ta funkcjonuje w świecie duchowym jako prawo. Mamy usunąć stary kwas z naszych serc.

Do modlitwy musimy stanąć szczerze, w prawdzie, bez udawania. Pan Bóg nas bardzo dobrze zna. Nie próbujmy używać niepotrzebnych górnolotnych słów, wymyślnych określeń, które miałyby dodać naszej modlitwie powagi. To jest niepotrzebne, mamy rozmawiać z naszym Panem, jak z naszym przyjacielem, szczerze, w prawdzie, w pełnym oddaniu się Jemu. Nie myślmy wtedy o innych rzeczach. W Księdze Koheleta w rozdz.5, w.:1, są takie słowa: 'Przeto niech twych słów będzie niewiele'. Na modlitwie nie musimy być wielomówni. To samo powtórzył nam Jezus w ewangelii Mateusza, rozdz.6, w. 7-8: 'nie bądźcie gadatliwi jak poganie, oni przez swoje wielomówstwo myślą że zostaną wysłuchani', a przecież w Psalmie 139 czytamy, że Pan zna nasze słowa jeszcze zanim znajdą się na języku. On nas zna, nie musimy zakrzykiwać, zagadywać Go naszymi słowami. Wręcz przeciwnie, możemy powiedzieć to, co chcemy w sposób szczery, prosty, zwięzły i nastawić się na słuchanie. Mamy modlić się z wiarą. Wiara jest potężny narzędziem, które potrafi pokrzyżować plany szatana, wyzwolić nas z więzów, w których może on nas trzymać. Dlatego jeżeli się modlimy o coś albo o kogoś módlmy się z wiarą.

Mamy modlić się w Duchu, modlitwa w Duchu to wgląd w świat duchowy.

Modlitwa to również czytanie słowa Bożego i rozważanie Go. Same nasze słowa nie wystarczą, możemy rozmawiać z Bogiem czytając Jego słowo i koniecznie wsłuchując się w nasze serca, w nasze myśli i w to, co Bóg do nas bezpośrednio mówi. Najczęściej Bóg mówi do nas przez Słowo Boże, dlatego powinniśmy je rozważać. Bardzo często w czasie studiów modliłam się w ten sposób, że wybierałam psalm, który rozważałam następnie werset po wersecie, słowo po słowie, zastanawiając się nad każdym, które zostało napisane. Ta modlitwa niezwykle mnie budowała, pocieszała i umacniała. Modliłam się tak na przykład przed egzaminami, licząc na Bożą pociechę i umocnienie. W Księdze Przysłów w rozdz.8, w.34-35 czytamy: 'błogosławiony ten kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich czeka'. Ten fragment możemy wypisać w miejscu, na które często spoglądamy i jeżeli mamy kłopoty z modlitwą, to zwracać się w jego stronę, aby przypominał nam jak wielkim darem i błogosławieństwem jest modlitwa w naszym życiu.

Jeżeli spotkamy się z Panem i wykonujemy jego wolę, którą nam przekazuje, nie możemy tego czynić bez zastanowienia. W Księdze Mądrości Syracha, w 32 rozdz., w.19, czytamy: 'nic nie czyń bez zastanowienia'. Jeżeli już usłyszymy głos Pana, jeżeli już zrozumiemy, co mamy robić to zastanówmy się jeszcze nad tym, przemyślmy, rozważmy jak i kiedy mamy to zrobić,  jakie okoliczności są potrzebne do tego, może coś trzeba przygotować, może sami musimy się do tego przygotować a może kogoś innego musimy przygotować Nie czyńmy nic bez zastanowienia, jeżeli mamy pełnić wolę Bożą czyńmy to z rozwagą i z przemyśleniem.

Chcę zakończyć słowami z Księgi Izajasza, w której czytamy, że żadne słowo, które wychodzi z ust Pana nie wraca do Niego puste lecz wykonuje Jego wolę i spełnia pomyślnie to z czym Pan je posłał. Zatem jeżeli Pan do nas mówi nie opierajmy się jego słowu, bo jest to bezsensowna praca Syzyfa. Żadne słowo Pana nie powraca dopóki nie wykona swej pracy, Zróbmy, więc to, o co nas Pan prosi i nie czekajmy na Jego gniew. Kiedy ja nawracałam się wiele lat temu a był to okres moich młodzieńczych lat, paliłam papierosy. Bardzo wyraźnie Pan Bóg mówił mi wtedy żebym z tym zerwała, żebym to odrzuciła. Natomiast ja spierając się z nim, mówiłam, że przecież tak naprawdę to ja nie palę, że tylko od czasu do czasu zapalę sobie jednego papierosa, że przecież to nie jest żaden problem, ja mogę w każdej chwili z tym zerwać, po czym paliłam dalej. Bóg tak długo do mnie mówił a jak tak długo opierałam się Jego słowu, że w końcu wydarzyła się dla mnie rzecz tragiczna.  Po śmierci mojego ojca w spadku otrzymałam samochód syrenkę. Było to wtedy wspaniałe auto, które jeździło po naszych szosach. Pewnej zimy zawoziłam moich dziadków do pobliskiej wioski, potem miałam sama wracać do domu. Cieszyła mnie myśl, o tym, że będę mogła zapalić sobie papierosa w drodze powrotnej. I tak też uczyniłam, odwiozłam ich szczęśliwie do domu i potem wracałam sama. Kiedy wyciągałam papierosa i próbowałam go zapalić, mój samochód jakimś dziwnym trafem, bo jechałam po równej drodze, zjechał na pobocze i uderzył w drzewo. Samochód wyglądał jak ruina, ja na szczęście wyszłam z tego cało, chociaż byłam trochę poobijana i miałam drobne zranienia. Kiedy uderzyłam w drzewo pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy była mniej więcej taka: mówiłem ci, przestań palić. Działo się to bardzo dawno temu, ale od tego czasu nie miałam ani jednej diabelskiej pokusy, która by mnie skłoniła do tego, by zapalić papierosa. Mówię to trochę ku przestrodze, nie opierajmy się Słowu Bożemu, ono naprawdę póki nie wykona swojej pracy nie powróci puste do Pana. Jeżeli Pan nam coś pokazuje wyraźnie, a szczególnie grzech, to nie mówmy, że to nie jest grzech i ja sobie z tym poradzę później, tylko zróbmy to, o co Pan nas prosi.

Każde spotkanie z Bogiem na modlitwie, to poznawanie Jego. On tego pragnie, ponieważ zaufaliśmy Mu, zawierzyliśmy Mu swoje życie, wierzymy w Jego słowo, w Jego miłość. Jesteśmy przez Jego krew i zmartwychwstanie obmyci z grzechu i usynowieni. On odsłania się, bo chce, aby się tworzyły między Nim a nami więzy przyjaźni i  abyśmy z Nim żyli w tych więzach. Aby przyjaźnić się z Bogiem, musimy modlić się. Modlitwa umożliwia tworzenie się więzów przyjaźni. Wiemy jak trudno w świecie o prawdziwego przyjaciela. Szczęśliwy ten, kto go ma. Może pójść do niego wypłakać się w kołnierz albo się zwierzyć z radości swojej. Interesujemy się jego życiem a on interesuje się naszym. O tą przyjaźń dbamy, jak o cenny skarb.

Czy tak samo dbamy o przyjaźń z naszym Panem, z Jezusem? Czy również tak się o nią troszczymy w swoim życiu, zabiegając o nią, pielęgnując ją,  aby się rozwijała i była coraz pełniejsza?

Przyjaźń z Bogiem to przyjaźń na dobre i na złe czasy, niezłomna i stała. To przyjaciele Boży dokonują dzieł Bożych. To modlitwy przyjaciół Bożych zostają wysłuchane. Wysłuchane modlitwy to wynik naszego posłuszeństwa i przyjaźni Bożej. Kiedy Jakub mówi w 4 rozdz., wersecie pierwszym swojego listu: "modlicie się a nie otrzymujecie bo się źle modlicie, starając się o zaspokojenie jedynie własnych żądz", mówi to do ludzi, których przyjaźń z Bogiem jest niepełna lub jej nie ma. Być może modlą się oni o rzeczy szlachetne, ale ich zażyłość z Bogiem, ich poznanie Jezusa jest zbyt małe, aby ich modlitwy były skuteczne.

Na pewno takim przyjacielem Boga był Eliasz. W Starym Testamencie, w I Księdze Królewskiej, 18 rozdz., w. 20-40 czytamy o tym jak odbywa się sąd proroków Baala. Kiedy przy ołtarzu  Baala zebrali się jego prorocy w liczbie 450-ciu, a przy ołtarzu pana sam jeden Eliasz i mieli się modlić, każdy do swojego boga, o to aby ten wzniecił ogień, który pochłonie złożoną mu ofiarę. Pan wysłuchał modlitwy Eliasza i na oczach zebranego ludu i proroków zesłał ogień. Pan nie zawiódł Eliasza w chwili próby i wysłuchał jego modlitwy.

Kiedy z kolei w kościele w Antiochii, modlono się aby Pan wyznaczył kogoś do misji na Cyprze, również ta modlitwa została wysłuchana i Duch Święty wyraźnie wskazał kto ma iść. To nie były jakieś rozmyte słowa, ale Pan powiedział wyraźnie: "wyślijcie mi Barnabę i Szawła".

My też zostaliśmy nazwani przyjaciółmi Boga, ale czy zawsze zachowujemy się jak jego prawdziwi przyjaciele? Czy zawsze budujemy i rozwijamy więzi przyjaźni z Panem Bogiem, czy regularnie modlimy się o umocnienie tych więzi? Czy czytamy i rozważamy Słowo Boże, aby zrozumieć, co Bóg do mnie mówi? Czy modlitwa służy temu abyśmy coraz lepiej poznawali Pana i żyli w coraz bliższej z nim relacji?

Modlitwa to stała świadomość Boga, gotowość na Jego Słowo. Pamiętajmy, że modlimy się duszą, duchem i ciałem. Modlimy się całym sobą. W modlitwie doświadczamy mocy Bożej, obecności Bożej, Jego miłości. Modląc się poznajemy Boga i uczymy się rozeznawać Jego wolę. Żyjemy, taką miarą objawienia Pana, jaką otrzymujemy w czasie modlitwy. Jeżeli chcemy żyć głębią życia duchowego nie pozostaje nam nic innego jak szukać Boga na modlitwie. Dzięki modlitwie służymy skuteczne, nasza służba jest owocna. Modlitwa umożliwia tworzenie się i rozwijanie więzów przyjaźni z Bogiem. O nie musimy dbać i zabiegać, ponieważ wysłuchane modlitwy to wynik naszego posłuszeństwa i przyjaźni z Bogiem. A zatem powtórzę raz jeszcze: Tyle jesteś wart w świecie duchowym ile jest warta twoja modlitwa.

Amen. 

Beata Żądło

Znaczenie modlitwy w życiu chrześcijanina (Microsoft Word).