Strona główna > Czytelnia > Szkotki w Bielsku

Szkotki w Bielsku

- spotkanie dla kobiet

Martyna Elas

Już dawno rozmawialiśmy z Martinem Steinbereithnerem o tym, że przydałoby się zorganizować coś ciekawego specjalnie dla niezamężnych kobiet. W końcu stanęło na końcu czerwca, przy czym wiedziałam jedynie, że do Bielska przyjadą dwie Szkotki i nic więcej na temat programu...

Ranne wstawanie nigdy nie było moją mocną stroną, plus akurat miałam za sobą ciężki tydzień, więc o szóstej rano w niedzielę pomysł wyjazdu autobusem do Bielska wydawał mi się doprawdy idiotyczny. Moja irytacja tylko rosła, a w miarę dojazdu do Bielska rósł również potworny ból głowy (z niewyspania oczywiście), nie byłam więc szczególnie miłym towarzyszem podróży. Po cichu zaplanowałam sobie, żeby zaliczyć część przedpołudniową, a potem wrócić do Krakowa, bo druga część kończyła się dopiero o 20tej, a poza tym miała być skierowana do wszystkich kobiet, więc pewnie mi do niczego nie potrzebna... Bielska wspólnota jak zwykle wykazała się swoim darem doskonałej organizacji, no i to też mnie zdołało zirytować, no bo jak tak można człowieka zagospodarować na cały dzień - wiadomo było kto nas zawiezie i gdzie, kto nakarmi, kto da kawy, kto odwiezie na drugą sesję, i kto odstawi na dworzec wieczorem... Żadnej wolności!

Trochę mnie ugłaskało ciasto czekoladowe na wstępie (ale dopiero trzeci kawałek), więc  usiadłam sobie w kąciku i obserwowałam. Szkotki, Mary i Eileen, ze wspólnoty w Glasgow wydały mi się takie dość ... zwyczajne. Zaczęło się od wspólnej modlitwy, i jak zwykle po niej, cała irytacja mi odpuściła i mogłam już zwyczajnie posłuchać. Były to raczej świadectwa niż nauczanie, zresztą obie podkreślały, że nie są teologami, tylko chcą opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Bardzo osobiście mówiły o tym jak szukały miejsca dla siebie we wspólnocie, zrozumienia tego kim są i czego Bóg od nich oczekuje, co mogłoby robić dla innych. Opowiadały o tym jak Bóg prowadził je krętą dróżką wśród tych wszystkich pomysłów, które miały na życie. W tym samym czasie w ich wspólnocie było więcej kobiet (w wieku "późnej wiosny", jak mówi poeta), które myślały o tym jak żyć, skoro najprawdopodobniej nie zostaną żonami i mężatkami... Co jest im przeznaczone? Jak poradzić sobie ze swoimi pragnieniami i rozczarowaniami? Czy to moja wina, że nie wyszłam za mąż? Czy powinnam bardziej agresywnie szukać towarzysza życia? A może zostać celibatariuszką ("sigle for the Lord"), albo misjonarką? Tymczasem okazało się że Bóg chce od nich po prostu wierności, codziennego życia w przymierzu z nim i z innymi. Rozwiązanie tak proste i tak trudne, i tak inne od tego co my sami wymyślamy.

Pięknie oddaje to fragment o Marii Magdalenie namaszczającej Jezusa, którym posłużyły się i Mary, i Eileen, mówiąc prosto i zwyczajnie o wylewaniu swojego życia w miłości i służbie dla innych. Każdy z nas ma taki cenny alabastrowy flakonik z kosztownym olejkiem. Jak ciągle na nowo go otwierać i wylewać jego zawartość - wszystko to, co możemy ofiarować, rzeczy drobne i te wielkie, czasem w oczach ludzkich nieistotne, ale docenione przez naszego Zbawiciela.

Widać było że wiele myślały na ten temat i zwiedziły wiele ślepych uliczek na swojej drodze. Chyba po raz pierwszy usłyszałam, żeby ktoś otwarcie powiedział - nie wyszłam za mąż, tak się złożyło, choć bardzo tego chciałam, ale chcę służyć Bogu każdego dnia, nie czekając na coś, co być może nigdy się nie zdarzy. Nie rozumiem, dlaczego tak się stało, ale ufam, że Bóg wie lepiej, choć czasem się z tym zmagam i jest mi trudno (zwłaszcza np. na ślubach przyjaciół).

Popołudniowe spotkanie dla wszystkich kobiet, zamężnych i niezamężnych razem, zaczęło się od wspólnej modlitwy i od przekazania pozdrowień od wspólnoty z Glasgow. Mary i Eileen rozdały wszystkim kartki z wersetami biblijnymi, zrobione przez siostry ze Szkocji. Zastanawiałam się, czy będzimy je wszystkie tłumaczyć, ale okazało się, że są one pieczołowicie wypisane po polsku, ręcznie malowane i pięknie ozdobione. Bardzo to było wzruszające, zresztą dla wielu osób (jak słyszałam później) były to słowa bardzo "a propos"...

Potem Mary i Eileen mówiły trochę więcej o funkcjonowaniu kobiet niezamężnych we wspólnocie - o tym jak ważne są kontakty z rodzinami, z dziećmi, wreszcie z mężatkami. O tym, że aby te kontakty były prawdziwe i głębokie, trzeba czasem przełamać stereotypowe myślenie i podejście. Podkreślały, że trzeba o tym rozmawiać.

Musiałyśmy niestety zbierać się do autobusu do Krakowa jeszcze przed zakończeniem tego spotkania, ale miałam później okazję po raz drugi spotkać się z Mary i Eileen w czasie ich krótkiego pobytu w Krakowie. Bardzo intensywnie się nam rozmawiało, ale daleko nam było do wyczerpania tematów... Mam szczerą nadzieję, że to dopiero początek i że jeszcze wiele będziemy się mogli od tej i innych wspólnot Miecza Ducha nauczyć, nawet, jeśli dla mnie będzie to oznaczać znowu wstawanie o szóstej rano!

Martyna Elas

Szkotki w Bielsku - spotkanie dla kobiet - tekst źródłowy (Microsoft Word)