Strona główna > Czytelnia > Podejmowanie decyzji

Podejmowanie decyzji

Tomek Żądło

Tak jest w naszym życiu, że Bóg stawia nas przed różnymi wyzwaniami, mniejszymi lub większymi, oczekując, że podejmiemy je, że odpowiednio zareagujemy i rozwiążemy to co w pewnym momencie przed nami stoi. Takie wyzwania bardzo często napawają nas różnego rodzaju strachami, lękami, niepokojami. Bardzo często jest tak, że, to co jest w nas naturalne, w bardzo istotny sposób wpływa na to że, jakichś decyzji nie podejmujemy lub podejmujmy je nie do końca tak jak powinniśmy je podejmować. Bardzo często mając do wyboru taką możliwość, wycofujemy się w ogóle, zostawiając sprawę swojemu biegowi, swojemu losowi, zakładając, że jakoś zostanie załatwiona. Przypomnijcie sobie te sytuacje, kiedy prosi się nas o złożenie świadectwa lub prowadzenie modlitwy, czy przygotowanie czegoś, co wymaga, na przykład, pokazania się większej grupie ludzi. Większość z nas sparaliżowana lękiem oczekuje, że zrobi to tym razem ktoś inny, kto ma większy staż, większe doświadczenie, większą siłę przebicia, tylko nie my. Jest taka zasada, że brak decyzji, unikanie podejmowania decyzji to także jakaś decyzja, to jest także sposób na załatwienie tej sprawy, bo ona w jakiś sposób zostanie załatwiona, nawet jeżeli nie zrobimy tego my, nawet jeżeli ją odłożymy w czasie, nawet jeżeli to pozostawimy własnemu biegowi to coś się z tym musi stać, są jakieś skutki, konsekwencje niepodjęcia tej decyzji. W praktyce posługiwanie się taką metodą rozwiązywania problemów, może doprowadzić do tego, że to, czego Bóg od nas oczekuje nie dzieje się, nie stanie się. Nie mówię wcale o rzeczach wielkich, że nie podejmujemy jakiejś służby wielkiej, ważnej, widocznej dla wszystkich. Czasami nie podejmujemy decyzji w sprawach małych drobnych, ale to się nakłada, jest to szereg decyzji, które gdzieś tam odkładamy i to nas izoluje bądź nie pozwala, aby rozwinęły się w nas jakieś umiejętności czy talenty, możliwości, na jakie Bóg liczy i które chciałby w nas wykorzystać.

 

W Biblii są przykłady ludzi, którzy zmagają się ze strachem. Choćby historia Piotra: jest noc, tuż po pojmaniu Jezusa, Piotr dostaję się w okolicę żołnierzy, którzy pojmali Jezusa. Grzeje się przy ognisku i co jakiś czas podchodzą do niego ludzie i mówią 'widzieliśmy cię tam, byłeś z Nim, jesteś od Jezusa', a on na to sparaliżowany strachem odpowiada 'co wy mówicie nie znam tego człowieka'. Gdy za trzecim razem kur zapiał, przypomniał sobie słowa Jezusa, który go przed tym ostrzegał i zdruzgotany porażką ucieka stamtąd. Robi to wszystko na oczach Jezusa. A jeszcze tak niedawno zarzekał się, że nigdy się Go nie wyprze.

 

Warto by było przypatrzeć się, czy strach nie dotknął kiedyś Jezusa? Skoro był nam podobny we wszystkim, to można przypuszczać, że doświadczał również tego. Czy w publicznej służbie Jezusa jest gdzieś mowa o strachu? Okazji było sporo.  Kiedy jako mały chłopiec zaczynał nauczać w świątyni i dyskutować ze starszymi, nie brakowało mu okazji do obaw i niepokoju, ale w tej opowieści o strachu nie ma ani słowa. Później Jezus zaczyna służbę publiczną i spotyka się z tłumami. Któż z nas nie lękałby się wystąpić przed kilkutysięcznym tłumem oczekującym jakiegoś słowa, nauki, mądrości. Ten tłum chodził za Nim, był przy Nim, a On nauczał, karmił go, ale On się nie bał. Były też sytuacje bardziej groźne, kiedy wpadł do świątyni rozrzucać stoły kupców, rozwścieczony tym, co tam zobaczył, ale to był gniew a nie strach. Wreszcie podejmował się rzeczy nie z tego świata: gromił i wyrzucał demony, ale nigdzie tam nie ma słowa o tym że się bał, że działał pod wpływem strachu.

 

Czy więc Jezus kiedykolwiek się bał, czy On w ogóle się bał? Przypomnijcie sobie modlitwę Pana Jezusa w ogrodzie Getsemane, ewangelia św. Łukasza, rozdz. 22, 43-44: "A ukazał mu się anioł z nieba umacniający go. I w śmiertelnym boju jeszcze gorliwiej się modlił; i był pot jego jak krople krwi, spływające na ziemię." To jest obraz człowieka, który się boi, którego przeszywa straszliwy, paraliżujący strach. Czego więc Jezus się bał?

Nasuwa się prosta odpowiedź: naturalnie bał się śmierci, przecież wiedział co Go czeka, znał bieg wypadków, który miał nastąpić, dlatego przecież wołał do Ojca: "Jeżeli możesz oddal ode mnie ten kielich". Ale czy rzeczywiście ból fizyczny był tym, co napawało Go aż takim strachem? Tak naprawdę, taką śmiercią jak On, ginęło wtedy wiele osób. Wielu też ginęło niesłusznie oskarżanych, męczonych i bestialsko mordowanych. Jezus wiedział, że śmierć jest wpisana w życie człowieka. Był w o tyle lepszej sytuacji, że nie musiał się jej bać. Wiedział, że po śmierci idzie na spotkanie z Ojcem, nie musiał obawiać się Sądu wiedział, że Go to nie czeka. Czego więc się bał?

 

Zaglądnijmy do Drugiego Listu do Koryntian, rozdz. 5, 21: "On Tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem czynił abyśmy w Nim stali się sprawiedliwością Bożą".

Jest różnica między naszą postawą a Jezusem. My urodziliśmy się skażeni grzechem pierworodnym, obecność grzechu w naszym życiu jest stanem faktycznym. Znamy jego smak, a cały wysiłek skupiamy na tym, żeby dążyć do Ojca, żeby budować i zmierzać do jedności z Ojcem. Dla Jezusa, który mówił: "Ja i Ojciec jedno jesteśmy", był to stan, w którym trwał od zawsze, dla Niego to było naturalne. A teraz miało stać się coś, czego Jezus nigdy nie doświadczył w Swoim życiu, On miał stać się grzechem. Kiedy wisiał na krzyżu wołał: "Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił..." Pierwszy i jedyny raz został odłączony od Ojca, On - Jego Syn. To tego bał się Jezus, nie śmierci, nie cierpienia, ale odłączenia od miłości Ojca, które było konsekwencją grzechu.

Jednak, wiedząc o tym wszystkim Jezus zmierzył się z tym strachem, podjął wyzwanie, doprowadził do końca dzieło Swego Ojca. To było wielkie dzieło i wielkie były jego konsekwencje. Tej jednej decyzji zawdzięczamy to, że teraz tu jesteśmy.

 

Wróćmy do Piotra, co dzieje się z nim pięćdziesiąt dni później po zmartwychwstaniu. W wieczerniku, w ciepły słoneczny dzień, apostołowie modlą się i nagle zstępuje na nich Duch Święty. Ukazują się języki ognia nad każdym z nich, dom napełnia się szumem tak wielkim, że słyszący to, lud Jerozolimy gromadzi się przed wieczernikiem. Wtedy to otwierają się drzwi i staje w nich Piotr. Ten sam, który dwa miesiące wcześniej doświadczył własnej słabości, lęku, strachu i bezradności i trzykrotnie zaparł się Jezusa, po czym uciekł na Jego oczach zawstydzony. Teraz napełniony Duchem Świętym, pokonuje swoją słabość i jako pierwszy człowiek w historii, podejmuje się dzieła głoszenia Zmartwychwstania Pana Jezusa. Przemawia przed tłumem, w którym być może są ci sami ludzie, którzy byli świadkami jego słabości. Ale teraz, słyszą oni jego słowa o Zmartwychwstaniu Jezusa i dziele Zbawienia, w którym każdy może mieć udział.

 

 W każdej z przytoczonych przeze mnie sytuacji można było nie podejmować decyzji, nie podejmować ryzyka, pozostawić sprawy własnemu biegowi i pewnie jakoś by się potoczyły. Nie wiemy jak, nie wiemy, jakie byłyby konsekwencje, lepiej nie myśleć, ale zawsze znalazłoby się jakieś inne rozwiązanie.

Dla nas ważne jest to, że w Duchu Świętym możemy przełamywać nasze lęki, niepokoje, obawy, naszą bezradność, to wszystko, co powstrzymuje nas od decyzji, od zajęcia stanowiska. Mówię teraz o szeregu zwykłych codziennych decyzji, które stają przed nami, które zmuszeni jesteśmy podejmować. Jak choćby ta, czy kolejne wezwanie do głośnej modlitwy skierowane jest do mnie czy raczej do kogoś innego, a jeśli do mnie to, czy odpowiem na nie dzisiaj na spotkaniu, czy może za tydzień albo za miesiąc. Te wyzwania, te próby pokonywania własnych słabości każdy z nas może sobie sam określić, każdy w swoim sercu zna swoje niepokoje, wie z jakich sytuacji lubi się wycofywać, jakich decyzji nie podejmować. Ale pamiętajmy, że te decyzje układają się w jakiś ciąg i być może kiedyś zabraknie którejś z nich do tego żeby stało się coś ważnego w Bożych zamierzeniach. Pamiętamy więc o tym, żeby być uważnymi na te drobne decyzje podejmowane każdego dnia i o tym, że w żadnej z nich nie musimy pozostawać sami, że moc Ducha Świętego może przenosić nas ponad każdą słabością naszego serca.

Tomek Żądło 

Podejmowanie decyzji - tekst źródłowy (Microsoft Word)