Strona główna > Czytelnia > Rozważania o adwencie

Rozważania o adwencie

Małgorzata Woszczenko

Podczas ostatniego świętowania niedzieli po przeczytaniu czytań uświadomiłam sobie kolejny raz znaczenie roku kościelnego i podziękowałam Bogu za to, że znowu możemy przeżywać adwent, który nie tylko przygotowuje nas na godne chrześcijanina nie zeświecczone przeżywanie świat Bożego Narodzenia lecz przede wszystkim przypomina nam o powtórnym przyjściu Pana. Zawsze ceniłam ten okres roku kościelnego. Jako dziewczynka pilnie chodziłam wcześnie rano z lampionem na roraty, liczyłam niecierpliwie schodki, po których Pan Jezus w symbolu figurki schodził z nieba na ziemię codziennie o jeden niżej. Teraz gdy jestem duża (☺ ) pilnie słucham czytań liturgicznych i rozmyślam nad głęboką symboliką narastających ciemności, na końcu których jest nadzieja na światło zbliżającego się Zbawiciela – nazwanego Wschodzącym Słońcem. Sprawiedliwości. Urzeka mnie też piękna symbolika małych światełek wiary gromadzących się w kościele gdy inni jeszcze śpią. Są nikłe w wszechogarniającej ciemności, ale ona ich nie pochłania. Rozmyślam też o kolejnych latach, które jak schodki przybliżają zstąpienie Pana na ziemię w paruzji.

Adventus znaczy przyjście. Adwent ma nam przypomnieć o przyjściu ostatecznym Pana. Pierwsi chrześcijanie o wiele bardziej wyczekiwali tego przyjścia niż my, chociaż to my jesteśmy bliżej tej chwili niż oni. Niektórzy nawet przestawali pracować, nie zakładali rodzin i popadali w różne spory na ten temat, co ma odzwierciedlenie w listach apostolskich. Oni bardzo serio brali słowa Jezusa że „czas jest bliski”. Współczesny człowiek, nawet chrześcijanin zobojętniał na tą prawdę. Skoro Jezus tyle zwlekał to pewnie mu nie śpieszno, a adwent to tylko czas przygotowań przedświątecznych.

Ale czas się kurczy, ciemność posunęła się wyraźnie, ale i dzień przyjścia się przybliżył. TO jest coraz bliżej bez względu na nasze podejście. Na spotkaniu przymierza ktoś narzekał, że w życiu ma coraz mniej czasu. To chyba problem każdego współczesnego człowieka. Ale czy to nie zarazem znak czasu? Znak dany by nam uzmysłowić, że w perspektywie wiecznej to jest FAKT. Mamy jako ludzkość coraz mniej czasu! Ten czas, który pozostał musimy wykorzystać na przygotowanie. Pan jest coraz bliżej, jest we drzwiach. Jak nas zastanie?

Przyjście wiąże się z czekaniem i czuwaniem. Czuwajcie to jedno z częstszych wezwań wypowiedzianych przez Jezusa w sposób bezpośredniego nakazu. Przeciwieństwem czuwania jest spanie. Adwentowe ciemności skłaniają ku temu. Ale to w nocy Pan wkraczał w historię człowieka. W nocy wyprowadzał Izraela z Egiptu, w nocy Jezus rodził się w Betlejem, został pojmany, powstawał z martwych. On dokonywał najważniejszych rzeczy gdy inni spali. Przypowieść o pannach roztropnych, obraz przychodzącego złodzieja Jezus umieścił także w nocy. Noc skłania do spania. Życie ludzkie też może być niczym sen, wielu żyje jakby spali. Śniąc, śpiąc przecież żyjemy, ale nie w pełni, nie świadomie. Serce bije, oddychamy, przemiana materii funkcjonuje, ale zgodzimy się, że to nie pełnia życia. Pełnia jest na jawie. Jednak i to życie na jawie może być jakby snem jeśli zatraca wymiar ku Bogu, wymiar wertykalny, wieczny, nadprzyrodzony. O nasze życie toczy się walka. Ogromne siły próbują wtłoczyć człowieka tylko w horyzontalny, doczesny wymiar życia – zaspakajania potrzeb, zapewniania wygód, rozwiązywania ziemskich problemów i trosk. Ale to nie jest prawdziwe życie, one jest ulotne jak sen. Pełnia życia ma wymiar duchowy. Do tego życia, życia w pełni, na jawie trzeba się przebudzić. Śpimy z zamkniętymi oczami. Trzeba nam otworzyć oczy ku światłu, które jest w górze, gdzie jest Pan.

Większość z nas to już uczyniła (nowe narodzenie, nawrócenie), ale to nie wystarczy. Po przebudzeniu można zasnąć ponownie. Dlatego trzeba czuwać nieustannie. Te wszystkie współczesne wygody i zabezpieczenia, pokój i bezpieczeństwo, które oferuje świat, w którym żyjemy są jak środek nasenny, który usypia naszą czujność. Z drugiej strony łamie nas sen, łamie nas zmęczenie, zabieganie. Mamy dość, chcemy zasnąć, położyć się w poziomie, w wygodnej leżącej pozycji. Zrezygnować ze stania, z czuwania. Gdy były prześladowania, wojny, głód ludzie nie myśleli tylko o spaniu, o cielesnym wymiarze życia, walcząc o przetrwanie w trwodze wyczekiwali pomocy Bożej, spoglądali w górę mobilizowani przez niesprzyjające okoliczności.

Zbudź się o śpiący, powstań a zajaśnieje ci Chrystus!
Przebudźmy się ! Gdyby panny nieroztropne z przypowieści przebudziły się w porę, zdążyłyby jeszcze kupić zapas oliwy. Nic nie wiemy o ich grzechu. One po prostu nie czuwały i za to je pan zganił i ukarał. Nie dość, że były głupie i nie zadbały zawczasu o oliwę w lampkach, to gdy była na to jeszcze pora, one jeszcze beztrosko zaspały. Panny roztropne też znużone przysnęły, ale nieroztropne nie mogły sobie na to pozwolić. Po obudzeniu poszły szukać sprzedających, ale gdy znalazły było już za późno.
Czuwanie zatem to walka ze snem, opieranie się potężnej sile - presji ciała i świata.

    Co robić by nie spać duchowo, by czuwać?

  • Czuwanie wiąże się z wyczekiwaniem. Czuwa się po coś, dla kogoś. Wyczekiwanie to coś więcej niż czekanie - to tęsknota, wypatrywanie kogoś kto ma przyjść, to nie móc się doczekać, dreptanie z miejsca na miejsce, wyglądanie przez okno, wychodzenie na drogę, podtrzymywanie ognia w piecu kuchennym, na którym jest posiłek dla gościa. Czy w takim stanie można zasnąć? Żeby tak czekać trzeba kochać, musi nam na kimś zależeć. Z takim nastawieniem nie zaśniemy.
  • Trzeba pilnować swej lampy, swego światła. Przy świetle łatwiej czuwać, trudniej zasnąć. Lew ryczący krąży wokół by nas pożreć, ale przecież żadna bestia nie zbliży się gdy będzie płonąć ogień. Ale do ognia trzeba dokładać!
  • Trzeba dać się potrząsać innym, którzy też czuwają i samemu potrząsać innych . Wspólnota jest ważna bo w towarzystwie trudniej zasnąć, łatwiej czuwać.
  • Trzeba dziękować za utrapienia bo one nie pozwalają nam zasnąć. Z ziarnkiem grochu pod prześcieradłem, czy z bólem zęba trudno zasnąć. Trzeba także traktować zmęczenie i brak czasu jako coś, co wzmaga tęsknotę za wiecznym odpoczynkiem.
  • Trzeba wykorzystać czas adwentu – dobre tradycje ludu Bożego – i podjąć umartwienie choćby drobne (rezygnacja z przyjemności) lub postanowienie (iść do odwlekanej spowiedzi, na roraty, pomóc komuś, dać jałmużnę, modlić się codziennie). Wszak działanie, wysiłek, podejmowany trud uniemożliwia zaśnięcie.

Moja modlitwa sprzed roku zapisana w dzienniku modlitewnym:
O jakże pragnę byś przyszedł Panie, byś zabrał mnie, moich bliskich, moją wspólnotę do siebie. Tęsknię, za tą chwilą... Życie i świat nie są na tyle ważne by to pragnienie ugasić. To, co dzieje się na świecie potęguje nawet moją tęsknotę. Marana tha. Przyjdź Panie Jezu.
Dziś, po roku mogę tylko powtórzyć. AMEN.

Obudź mnie ptakiem
Obudź kogutem, dzwonem
Obudź aniołem
Obudź cichym głosem wprost do serca.
Obudź słońcem
Bym mogła żyć dla Ciebie.

Obudź mnie budzikiem
Bym mogła żyć dla innych.

Nie pozwól mi przespać poranka.

Do tego wiersza – modlitwy sprzed 3 lat dziś chcę dopisać jeszcze jeden wers:

Poranka Twego Powtórnego Przyjścia.